Święta w angielskiej szkole

DSC_0079                                                                                                                             Fot. Beth C.

Pamiętacie jeszcze swoje szkolne Wigilie? Z tego co ja pamiętam, to zawsze wyglądały one tak samo. Zawsze było trochę jedzenia; jak ktoś przyniósł “prawdziwe” wigilijne potrawy, to można było nawet podjeść, ale jeśli nie, to trzeba było się obejść z odrobiną ciasta, mandarynkami, paluszkami i barszczem z torebki. Zawsze był też opłatek i składanie życzeń (zarówno tym, których lubiliśmy, jak i tym których nie, więc czasem trzeba było się “szczerze” szczerzyć i dobrze zmyślać). Zawsze były też w tle te same kolędy, a co odważniejsi próbowali je nawet podśpiewywać, co często bardziej przypominało wycie do księżyca (albo pierwszej gwiazdki). :) A zastanawialiście się kiedyś jak wygląda szkolne obchodzenie świąt w innych krajach?

Tę zimę spędzam w Anglii, zdobywając kwalifikacje nauczycielskie. W międzyczasie pracuję też w różnych szkołach jako teaching assistant, czyli asystent nauczyciela. Dzięki temu załapałam się ostatnio na szkolne świętowanie Bożego Narodzenia w jednej z lokalnych szkół specjalnych. To całe świętowanie wyglądało zupełnie inaczej niż Wigilie, które pamiętam ze swoich czasów szkolnych. Było o wiele radośniej, ze znacznie większą ilością żartów i zabawy.

DSC_0071

Od samego rana w całej szkole wszyscy byli bardzo podekscytowani nadchodzącym “Christmas Party”. Dzieciaki spędzały poranek na grach, zabawach i słuchaniu bajek oraz świątecznych historyjek, starsi rozmawiali o różnych zwyczajach i tradycjach świątecznych. Potem wszyscy uczniowie z całej szkoły spotykali się na wspólnym tradycyjnym świątecznym obiedzie. Co ciekawe, wszyscy starali się, aby taki obiad był przyjemnym przeżyciem dla każdego. Poza tradycyjnym indykiem była więc też dostępna opcja wegetariańska, a całe menu było napisane zarówno po angielsku, jak i w piktogramach dla tych, którzy mają trudności z porozumiewaniem się.

DSC_0068

Na świątecznych stołach były też tzw. Christmas crackers. To takie kartoniki w kształcie cukierków, które mają jakieś drobne niespodzianki w środku. Podczas świątecznego obiadu, zgodnie z tradycją, dwie osoby powinny pociągnąć za końce takiego “cukierka”, tak aby ten się z trzaskiem otworzył. Przyznam, że jak zobaczyłam te crackery, to sama się podekscytowałam. :) Nieraz słyszałam już o tej brytyjskiej tradycji, widziałam też te crackery na zdjęciach (oraz w Lidlu), ale zawsze mnie intrygowało… co tam jest w środku? Okazuje się, że zwykle jest tam papierowa korona, karteczka z żartem oraz drobny prezent niespodzianka. A co wylazło z mojego pierwszego crackera? Oczywiście kraken! :)

DSC_0072

Po obiedzie, przechodząc przez szkolne korytarze, zobaczyłam… owcę! Taką normalną, żywą, meczącą owcę. Oczywiście moja ciekawość wzięła górę i musiałam się dowiedzieć skąd ta owca się wzięła, czemu ma mikołajową czapeczkę na głowie i czemu stoi na środku korytarza. Rozmowa (niekoniecznie z owcą) potoczyła się dość ciekawie:

– Czemu mamy owcę w szkole?
– Bo u nas owca przynosi prezenty.
– A czemu akurat owca?
– Bo nie mamy Świętego Mikołaja.
– OK… To w zeszłym roku też owca przynosiła prezenty?
– Nie, w zeszłym roku mieliśmy wielbłąda.
– Jak to? Takiego normalnego, żywego wielbłąda?!
– Nie no, akurat nie mogliśmy takiego znaleźć w okolicy, więc dwoje nauczycieli przebrało się za wielbłąda.
– No dobra, a dwa lata temu to kto nosił prezenty?
– Renifer.
– A skąd wy wzięliście przebranie renifera?
– Nie, nie przebranie, taki prawdziwy był. :) Dzieciaki mówiły, że nigdy renifera nie widziały i myślały, że renifery istnieją tylko w bajkach… To im pokazaliśmy!

DSC_0082

Na koniec dnia wszyscy zebrali się na tzw. school assembly. To taki odpowiednik szkolnego apelu, ale tak naprawdę, to z apelem ma niewiele wspólnego, bo to praktycznie rozrywkowe show prowadzone przez dyrektora. Cała impreza odbywała się jednocześnie po angielsku i w języku migowym, żeby każdy uczeń mógł w pełni uczestniczyć w świętowaniu. Były konkursy, było śpiewanie zimowych piosenek (niekoniecznie kolęd, raczej po prostu piosenek uwielbianych obecnie przez dzieciaki, jak choćby piosenka z “Frozen”). 

Jednym z elementów tego show było odgadywanie zawartości zapakowanych w papier prezentów. Teraz, gdy patrzę na to to z perspektywy czasu, to chyba dyrektor musiał wpaść do szkolnej kuchni i popakować wszystkie sprzęty, jakie tylko mu wpadły w rękę, bo wśród pakunków znalazły się patelnia, garnek oraz toster. :) Ale na tym nie koniec, ostatnim prezentem do odgadnięcia był, także opakowany szczelnie w ozdobny papier i przyozdobiony kokardką, uczeń! 

Poza tym, hitem assembly była gra towarzyska “Pie Face”. Słyszeliście kiedyś o niej? To chyba najbardziej głupkowata gra, jaką kiedykolwiek widziałam. No i właśnie dlatego robi furrorę wśród dzieciaków (szczególnie, jeśli mogą ją przetestować na własnych nauczycielach). Zresztą, sami zobaczcie, o co w tej grze chodzi. Może i ktoś z Was się zainspiruje do genialnych świątecznych prezentów. ;)

 

Wreszcie, żeby było edukacyjnie, dzieciaki miały okazję pobawić się śniegiem. Niestety, z powodów od nas niezależnych (“sorry, taki mamy klimat”), najczęstsza powszechnie i naturalnie dostępna forma śniegu w UK, to śnieg z deszczem (95% deszczu, 5% śniegu). Dlatego szkoła musiała zadowolić się sztucznym śniegiem (a właściwie pianą) z armatki :). Radość dzieciaków była nieopisana.

Share

One Reply to “Święta w angielskiej szkole”

  1. Gosia

    To będą moje drugie Święta Irlandii, z tego co wiem to tradycje są bardzo podobne, wręcz te same w Irlandii i w Anglii. Pierwszy raz kupiłam christmas pudding, christmas cake i mince pies. Z ciekawości też kupiłam christmas crakers – rozpakowałam dwa bo nie mogłam się doczekać i w jednym była korona a w drugim puzzle :D Życzę Radosnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia – Nollaig Shona daoibh!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *