Safari w Morzu Czerwonym

Niedawno wróciłam z Egiptu, z okolic Marsa Alam, gdzie spędziłam około 6 niesamowitych dni na nurkowym safari, nurkując wśród kolorowych raf Morza Czerwonego i obserwując mieszkające tam stworzenia. Wreszcie miałam czas użyć swojego sprzętu fotograficznego i zrobiłam kilkadziesiąt fajnych zdjęć, z których część możecie już znaleźć na facebooku.

Nurkowe safari to kilka dni i nocy spędzonych na nurkowaniu z łodzi pływającej między atrakcyjnymi nurowiskami. Jak dla mnie to naprawdę świetna sprawa i idealna forma wakacji. Czemu? Bo robisz tylko to co najprzyjemniejsze, czyli nurkujesz, jesz i śpisz :), w różnej kolejności i przypadkowych kombinacjach. Do tego można podziwiać piękne widoki, pofotografować trochę potworów (pod i nad wodą) oraz po prostu spędzić kilka dni w świetnym, nurkowym towarzystwie. Myślę, że taki sposób wypoczynku spodoba się każdemu nurkowi!

Dla mnie było to nie tylko pierwsze safari, ale też pierwsza wizyta na Morzu Czerwonym i muszę przyznać, że nie bez powodu to miejsce przyciąga nurków z całego świata. Znajdziecie tu wiele bardzo różnorodnych nurowisk; piękne, kolorowe rafy, tunele, kawerny, wraki… Są miejsca płytkie, łatwe i relaksacyjne, ale są też takie, gdzie pomimo świetnej widoczności nie zobaczysz dna, bo pod Tobą jest kilkaset metrów wody, albo takie gdzie trzeba zaplanować nura biorąc pod uwagę silne prądy morskie. Myślę, że każdy nurek, niezależnie od zainteresowań i doświadczenia, może znaleźć tam coś ciekawego dla siebie. Dla mnie, jak zwykle, najciekawsze były stworzenia, które spotkałam pod wodą. Miałam bardzo bliskie spotkania z żółwiami morskimi, murenami, napoleonami, błazenkami, skrzydlicami oraz innymi potworami i wiele się o nich dowiedziałam :).

Podczas nurkowań nocnych odkryłam na przykład, że nadymki zanim położą się spać, muszą sobie znaleźć odpowiednio wygodny koral lub kamień. Tak więc zaraz po zmroku można zaobserwować jak pływają tuż przy dnie w poszukiwaniu legowiska. A jak już je znajdą, to zwijają się w kłębek i wyglądają trochę jak drzemiące szczeniaki. :) Miejscami można znaleźć na dnie całe „pole” pokryte śpiącymi nadymkami.

Prawie na każdym nurkowisku można tam też spotkać rekiny. Mi niestety nie udało się dostrzec ani jednego, choć może jakiś widział mnie. ;) Ponoć przeniosły się w nieco chłodniejsze rejony, bo u nas woda miała ok. 30 stopni Celcjusza, więc mogło być im za gorąco.

W ramach mojego safari odwiedziliśmy też tzw. „Dolphin House”, gdzie była możliwość snurania z delfinami. Wiadomo, że dla każdego miłośnika zwierzów wodnych takie snuranie brzmi bardzo atrakcyjnie. Osobiście też nie mam nic przeciwko temu tak długo, jak jest to prowadzone z poszanowaniem woli zwierząt, zachowaniem pewnych zasad, dystansu etc. Niestety, w wydaniu egipskim to tak nie wyglądało. Tam przewoźnicy gonili za stadem delfinów motorówkami, a wystraszone lub zirytowane delfiny ciągle zmieniały kierunek swojej podróży. Bardzo mi się to nie spodobało. Ale jedyne co mogłam w tamtym momencie zrobić, to po krótkiej chwili zrezygnować z uczestnictwa i poczekać aż ten cyrk się skończy… Za to później mogłam już znacznie więcej. Jeszcze tego samego wieczoru przeprowadziłam prezentację o ssakach morskich i ich obserwacji dla wszystkich uczestników safari. Jestem realistką i wiem, że samodzielnie nie powstrzymam Egipcjan przed zarabianiem na gonieniu delfinów, zwłaszcza, że dla niektórych to często jedyny sposób na zarobek. Za to mogę pomóc zmniejszyć skalę tego procederu i zarazem pomóc trochę delfinom przez edukowanie nurków, czyli potencjalnych uczestników „snurklowania z delfinami”, o tym jak niesamowite są to zwierzęta, jak nie lubią być ganiane i jak faktycznie powinna wyglądać nasza interakcja z nimi oraz z innymi ssakami morskimi.

Przez całe safari nurkowałam na nitroksie, czyli wzbogaconym powietrzu o zwartości tlenu powyżej 21%. W moim przypadku było to około 32%. Polecam! :) Dzięki nitroksowi można zostawać dłużej na większych głębokościach oraz skrócić przerwy między nurkowaniami. Nigdy wcześniej nie nurkowałam na Nitroxie tak wiele razy pod rząd. Zwykle używałam go na pojedyncze nury, przez co nie odczuwałam w pełni wszystkich związanych z nim korzyści. Tym razem jednak, przy 4 nurkowaniach dziennie przez kilka dni, łatwo było zauważyć różnicę między nitroksem a zwykłym powietrzem. Przede wszystkim łatwiej było mi się obudzić jak tylko wskoczyłam do wody o 6:30 rano i wdychałam 32% tlenu :). A poza tym już drugiego dnia było jasne, że osoby nurkujące na nitroksie były mniej zmęczone. Były przede wszystkim aktywne pomiędzy nurkowaniami, podczas gdy pozostali spali gdy tylko nadarzyła się okazja 😊. Dlatego też polecam nitroks na takie safari. Zwykle jest tylko niewielka dopłata, więc naprawdę warto. Jeśli nie masz odpowiedniego kursu do używania wzbogaconego powietrza, to też nie jest taki duży problem. Kurs można zrobić w jeden dzień albo przed safari a czasami nawet i w trakcie. Po prostu zapytaj organizatorów safari, swojego centrum nurkowego i zdecyduj jak ten temat ogarnąć.

Jeśli też chcesz przeżyć taką przygodę na podwodnym safari, do czego jak najbardziej namawiam, to masz kilka opcji.

  • Skontaktuj się ze sprzedawcą 😉. To znaczy pogadaj z centrum nurkowym w Polsce, które oferuje takie wyjazdy.
  • Możesz bezpośrednio kontaktować się z organizatorami za granicą, o ile znasz inne języki lub oni znają polski. Możesz mieć większą elastyczność w doborze terminów.
  • Przeglądaj grupy nurkowe na facebooku. W każdym tygodniu pojawiają się tam ciekawe oferty. Czasem mogą być to oferty Last Minute.
  • Zapisz się do klubu nurkowego, który jeździ na safari. Ponieważ kluby działają niekomercyjnie, to taki wyjazd może wyjść taniej, a w dodatku pojedziesz w towarzystwie osób, które już znasz.

Ja pojechałam z ludźmi związanymi z centrum nurkowym Diving NET i jestem bardzo zadowolona. Wyjazd był dobrze zorganizowany, a ludzie fajni, więc mam nadzieję, że w moje następne wakacje też uda mi się z nimi dokądś zabrać.

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *