Rafy w Londynie

Niedawno zobaczyłam bardzo ciekawy film reklamujący wystawę o rafach koralowych “Coral Reefs: Secret Cities of the Sea”, pokazywaną w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie:

Od dawna już obiecywałam sobie wycieczkę do tego muzeum, ale za każdym razem gdy byłam przejazdem w Londynie, odkładałam to na “inną okazję”, gdy będę miała więcej czasu i mniej bagażu.  Taka okazja jednak nigdy się nie nadarzyła… W zeszłym tygodniu doszłam więc do wniosku, że czas po prostu pojechać do Londynu jako turystka i pozwiedzać Muzeum Historii Naturalnej, a przede wszystkim zobaczyć tę wystawę o rafach. Pomyślałam też, że może znajdzie się trochę czasu, aby zrobić sobie zdjęcie pod Big Ben’em, pojeździć metrem oraz wypić herbatę o 5 po południu…

Od wystawy oczekiwałam sporo. Liczyłam na nowoczesną, interaktywną ekspozycję, gdzie (jak na filmie reklamowym) rafy porównane są do podwodnych miast, a każdy ich mieszkaniec ma swoją rolę i jest kluczowy dla prawidłowego funkcjonowania całej społeczności. Chciałam podpatrzeć, jak instytucja na światowym poziomie edukuje o rafach, ich mieszkańcach oraz ochronie oceanów. Miałam również nadzieję wykorzystać w przyszłości kilka pomysłów w moich zajęciach dla dzieci i młodzieży. Niestety, bardzo się zawiodłam, gdy na miejscu okazało się, że wystawa ma niewiele wspólnego z tym, co wcześniej widziałam na filmie reklamowym.

Co w takim razie można zobaczyć na tej wystawie? Przede wszystkim było tam tyle szkieletów koralowców (wolę nie wiedzieć skąd…), że można by było z nich poskładać całą rafę. Normalnie rafa jest kolorowa i żywa, a tu była zupełnie martwa i jedynie w odcieniach szarości i brązu. Pomiędzy tymi “okazami” koralowców można było znaleźć słoiki z marynowanymi w formalinie rybami i polakierowanego suszonego żółwia… A jednym z ostatnich elementów wystawy, tuż przy wyjściu, było małe akwarium z rybkami z rafy. Po co? Chyba po to, żeby dodać wystawie trochę życia… Oczywiście, nie spodziewałam się zobaczyć żywych koralowców w muzeum, ale liczyłam raczej na liczne piękne zdjęcia,  przyciągające uwagę filmy i zabawne animacje, a tych nie było wiele. Niestety, na całej wystawie nie znalazłam też żadnych konkretnych informacji na temat tego, co zagraża rafom koralowym. Nie wspomniano, jak ciężko jest odtworzyć zniszczoną rafę i co my wszyscy możemy zrobić, żeby pomóc. Nie było również obiecanego przedstawienia rafy jako miasta, a szkoda, bo zdawał się to być świetny pomysł.

Rozumiem, że muzeum chciało się pochwalić tym, co nazbierało przez lata w swoich piwnicach, ale osobiście uważam, że bez właściwej edukacji (a takiej mi tu zabrakło) pokazywanie choćby szkieletów koralowców może przynieść więcej złego niż dobrego. Po odwiedzeniu tej ekspozycji, człowiek nie mający pojęcia o biologii może dojść do wniosku, że koralowce w gablotce nawet “fajnie wyglądają” i że chce mieć jakiegoś na ścianie lub na półce w łazience. Przy pierwszej wycieczce w cieplejsze rejony świata, osoba taka prawdopodobnie zakupi koralowce na lokalnym bazarze lub osobiście zabierze fragment koralowca z rafy, przyczyniając się do jej niszczenia…

Chociaż wystawa mnie ogółem nie zachwyciła, to były tam trzy elementy zdecydowanie warte uwagi. Pierwszym była krótka gra komputerowa polegająca na poszukiwaniu pięciu zwierząt na rafie. Każde odnalezione zwierzę można było obejrzeć z bliska oraz przeczytać krótkie informacje na jego temat.

DSC_0209Drugim ciekawym elementem była prezentacja projektu naukowego “XL Catlin Seaview Survey“, w ramach którego tworzona jest baza danych ze zdjęciami obecnego stanu raf koralowych na całym świecie. Do zrobienia tych zdjęć naukowcy używają specjalnych podwodnych aparatów (na zdjęciu poniżej), robiących panoramiczne zdjęcia (360°) podwodnego świata.

DSC_0207Takie też zdjęcia wykorzystano w trzech “symulatorach”, które były trzecią najciekawszą częścią tej wystawy. Umożliwiały one “nurkowanie” na kilku różnych rafach, robienie zbliżeń na pojedyncze ryby lub koralowce oraz podążanie trasą, którą wcześniej płynęli podwodni fotografowie.

DSC_0167

Te nowoczesne, interesujące elementy oraz ich odbiór pokazują, że ekspozycja miała potencjał stać się czymś wartościowym. Gdyby tylko organizatorzy poszli dalej w kierunku zabrania odwiedzających w wirtualną podróż na rafy, a nie starali się przenieść prawdziwą rafę do muzeum, to ta wystawa mogłaby być naprawdę wyjątkowa.

Poza samą wystawą, całe muzeum też specjalnie mnie nie zachwyciło. Z pewnością jest ogromne i zgromadziło bardzo wiele unikatowych eksponatów, ale wśród nich jest na przykład 29 milionów różnych martwych zwierząt kolekcjonowanych przez ostatnie 250 lat. Można więc zobaczyć zwierzęta wypchane, suszone, marynowane w formalinie lub alkoholu oraz ich zakurzone szkielety… Pojawia się więc pytanie, czy to naprawdę przedstawia odpowiednie, a przynajmniej obecne podejście do poznawania natury? Nie oszukujmy się, nikt nie czekał, aż te 29 milionów zwierząt po prostu umrze, aby je wypchać lub zakonserwować… Oczywiście część z nich to dinozaury, które były już skamieniałe od milionów lat, ale jednak pozostałe (od maleńkich kolibrów po wielkiego niedźwiedzia polarnego) ktoś celowo uśmiercił, żeby umieścić je w gablotach. Obecnie kontrowersyjne jest trzymanie zwierząt w klatkach w zoo, ale do tego muzeum każdego dnia tysiące odwiedzających z radością przyprowadzają swoje dzieci, aby edukować je o świecie naturalnym. Czy to naprawdę lepsze miejsce by uczyć szacunku do przyrody? Mam wrażenie, że w Muzeum Historii Naturalnej wszystko trochę zatrzymało się w czasie i wciąż promuje ono postawę podróżnika – zdobywcy, podczas gdy inne instytucje na całym świecie już dawno postawiły na wystawy, na których odbiorca może czuć się odkrywcą i obrońcą świata natury oraz uczyć się przez zabawę i działanie.

Jak nie trudno sobie wyobrazić, nie zostałam w Muzeum Historii Naturalnej zbyt długo. Wolałam pójść do sąsiadującego z nim Muzeum Nauki. Można tam obejrzeć eksponaty związane z rozwojem nauki i techniki oraz interaktywne wystawy: o człowieku, o zmianach klimatycznych, a także jedną zachęcającą młodzież do zainteresowania się nauką i inżynierią. Ta ostatnia spodobała mi się najbardziej. Muzeum postawiło na dostępność i atrakcyjność wiedzy dla współczesnych młodych ludzi. Zainwestowano więc w dotykalne ekrany, sterowanie ruchem ciała, interaktywne symulacje oraz edukacyjne gry komputerowe, nieraz wymagające współpracy kilku osób. Można tam też zobaczyć filmy edukacyjne w kinie IMAX 3D albo skorzystać z symulatorów lotów. I choć miejsce to jest ciekawe i wypada znacznie lepiej w porównaniu z Muzeum Historii Naturalnej, to jednak przyznam, że bardziej podobało mi się w polskim Centrum Nauki Kopernik albo w szwedzkim Universeum.

DSC_0262

Wizyty w obu muzeach pozostawiły pewien niedosyt. Tyle lat marzyłam o tym, żeby je zobaczyć, że chyba miałam nieco zawyżone oczekiwania. Było około południa, bilet powrotny miałam na 19:30, nadal była szansa jakoś “uratować” tę wycieczkę i mieć dużo pozytywnych wspomnień… Wciąż był jeszcze czas, aby zrobić sobie zdjęcie pod Big Ben’em, pojeździć metrem, wypić herbatę o 5 po południu i po raz pierwszy naprawdę pozwiedzać Londyn. Ostatecznie udało się, ale o szczegółach napiszę już następnym razem.

Share

3 Replies to “Rafy w Londynie”

  1. Olga

    Hej :) Bardzo cieszę się że trafiłam na twój blog. Szczerze podziwiam twój upór i odwagę jaką niewątpliwie wykazujesz się podążając za marzeniami. Sama od dziecka marzyłam o pracy w oceanografii i im jestem starsza tym bardziej uświadamiam sobie, że możliwe, że właśnie to była jedyna droga dla mnie…niestety trochę z niej zboczyłam :( Uległam przekonaniu i opinii innych o tym, że w Polsce dziedzina ta nie ma racji bytu i że to kolejny kierunek studiów “produkujący” bezrobotnych na masową skalę. Sprawy nie ułatwiło mi również to, że od zawsze mieszkam w Krakowie i ciągle słyszałam “nie masz nic wspólnego z morzem, nawet nie umiesz pływać, ludzie, którzy osiągają coś w tej dziedzinie to pasjonaci, którzy od dziecka są wychowywani nad morzem i już zanim zaczną naukę mają ogromną wiedzę praktyczną” itd…
    Obecnie studiuję Ochronę Środowiska i po cichu liczę na to, że uda mi się jakoś pokierować swoim życiem tak, że będę miała szansę na pracę badawczą terenie (najlepiej oczywiście na morzu ;) ) i będę na poważnie brać udział w ochronie i badaniu ekosystemów.
    Z niecierpliwością czekam na Twoje wpisy o tym jak udało Ci się dotrzeć w miejsce gdzie teraz jesteś. Może masz jakieś cenne wskazówki lub porady dla osób takich jak ja, które wiedzą co chcą robić, ale niestety nie do końca mają wiedzę i pomysł jak się za to zabrać….
    Życzę powodzenia :)
    Olga

    Odpowiedz
    • Ewelina Autor wpisu

      Cześć Olu :)
      Bardzo mi miło, że spodobał Ci się mój blog. Powiem Ci, że ja też niejednokrotnie słyszałam że “sobie wymyśliłam dziwny kierunek bez przyszłości”, choć chyba najczęstszą reakcją było “Będziesz studiować oce…co?!” ;). Za dziecka też mi było dość daleko do morza, bo mieszkałam w małym miasteczku na Dolnym Śląsku. Mimo to zaryzykowałam, pojechałam na studia na drugi koniec Polski, a potem jeszcze dalej i się opłaciło. Zarówno oceanografia jak i biologia morza to dziedziny obecnie rozwijające się, więc w moim przekonaniu dość przyszłościowe. Pracy jest sporo, o ile jest się otwartym na różne propozycje z czasem niespodziewanych miejsc na świecie. Jeśli miałabym coś poradzić studentom tak “na szybko”, to z pewnością zawsze warto jest doskonalić swój angielski, bo to teraz tak naprawdę język nauki. Bez tego się raczej nie obejdzie. :) A poza tym, to warto się starać o wyjazd na Erasmusa lub inne międzynarodowe wymiany studenckie. Takie studia lub praktyki zagraniczne z pewnością dadzą Ci nie tylko niesamowite wspomnienia, ale też cenne w szukaniu pracy doświadczenie. Z pewnością jeszcze w tym roku napiszę więcej o studiowaniu oceanografii i biologii morza, a także o Erasmusach i innych możliwościach.

      Odpowiedz
      • Olga

        Cześć :) Ostatnio coraz czesciej zastanawiam się nad tym co zrobie po skończeniu pierwszego stopnia swoich studiów. W związku z tym mam pytanie. Jak myślisz, czy po inzynierze z ochrony srodowiska z w miare ogólną wiedzą przyrodnicza dałabym sobie rade na drugim stopniu oceanografii? Z tego co wiem jest szansa na to zebym zostala przyjeta, ale nie wiem czy ma to sens i czy zaleglosci z poprzednich lat i brak podstaw nie spowoduja, ze bedzie to wszystko dla mnie ciezkie i przede wszystkim bezowocne. Bylamym wdzieczna jakbys podzielila sie swoja opinia.
        Pozdrawiam Olga :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *