Widziałam potwORKI!

IMG_1673

W poprzednim poście napisałam, że tego lata wyczekuję, aż na południowe wybrzeże Portugalii przybędą orki… Chyba sobie to “wykrakałam”, bo już kilka dni później faktycznie orki tu przypłynęły i w końcu mogłam je po raz pierwszy w życiu zobaczyć na własne oczy!

Orki to jedne z najbardziej rozpoznawanych ssaków morskich. W świecie znane są pod nazwą “killer whales”, czyli “wieloryby – zabójcy”. Myślę jednak, że ta nazwa jest zarówno myląca dla ludzi jak i krzywdząca dla tych zwierząt, bo w rzeczywistości nie są to ani wieloryby, ani zabójcy. :) Tak naprawdę, orki to największe na świecie delfiny. Poza tym, daleko im do miana “zabójców”, bo z tego co mi wiadomo, orki na wolności jeszcze żadnego człowieka nie zabiły ani nawet nie zaatakowały. Takie wypadki zdarzają się tylko w akwariach, gdzie te zwierzaki latami więzione są w małych basenach i po prostu cierpią z powodu chorób psychicznych (jeśli chcesz się dowiedzieć więcej na ten temat, to polecam obejrzeć film Blackfish). 

Tutaj, w Sagres, orki widujemy rzadko. Zwykle udaje się je spotkać 2 razy w roku, na początku i pod koniec wakacji. Badania prowadzone przez Mar Ilimitado wspólnie z organizacją CIRCE z Hiszpanii wykazały, że orki przepływają koło nas podczas swojej corocznej podróży z Atlantyku do Morza Śródziemnego. Podążają tam za ich przysmakiem – tuńczykami, które  gromadzą się latem w ciepłych wodach Morza Śródziemnego, aby złożyć jaja. Jak już się te tuńczyki porozmnażają, to pod koniec lata powracają do Atlantyku, a orki za nimi. :) Właśnie z tego powodu zwykle spodziewamy się zobaczyć orki w lipcu oraz we wrześniu. Tym razem jednak postanowiły one nieco zmienić swoje plany i zaskoczyć nas wizytą na początku sierpnia. Na swoją podróż wzdłuż południowego wybrzeża Portugalii wybrały sobie dość paskudną pogodę. Naprawdę, to był pogodowo najgorszy dzień od czasu mojego przyjazdu do Sagres. Było zimno, baaardzo wietrznie, chwilami padało, a duże fale zatrzymały przed wypłynięciem w morze nawet lokalnych rybaków-twardzieli. Kto wie, może orki-cwaniaki celowo wybrały taki dzień… Im fale nie przeszkadzają, a wokoło było znacznie mniej ludzi.

Na szczęście dla nas, ktoś je wypatrzył koło Portimão i od tej pory miały już niemal ciągle towarzystwo jakichś łodzi. Informacje o położeniu stada docierały na bieżąco przez radio, komórki oraz przez Internet. Ja oczywiście dowiedziałam się chyba ostatnia. Dostałam telefon, że mam 7 min na pojawienie się na łodzi, żeby spróbować odnaleźć te stwory. Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Wzięłam aparat, kurtkę i pobiegłam na przystań. 

Pogoda była na tyle paskudna, że lokalni rybacy pukali się palcami w głowy, widząc, że wypływamy w morze… Nasza łódź była jedyną wypływającą tego popołudnia z portu, co się tu normalnie nie zdarza. Ruszyliśmy w kierunku ostatniej znanej lokalizacji orek. Fale i silny wiatr nie pozostawiły na nas “suchej nitki”, ale opłacało się! :) Wkrótce wypatrzyliśmy w dali wielką czarną płetwę, a zaraz za nią kilka nieco mniejszych. Jak tylko podpłynęliśmy bliżej, okazało się, że stado składało się z 6 osobników, w tym jednego dużego samca z wielką płetwą, trzech samic i dwóch młodych orek. Co prawda warunki na morzu nie pozwalały mi na swobodne fotografowanie, ale i tak postanowiłam zaryzykować pochlapanie aparatu i spróbować uchwycić choć jedną orkę. Choć zdjęcia nie są oszałamiające, to naprawdę najlepsze, jakie można było w tych warunkach zrobić. Liczę na to, że uda mi się jeszcze ponownie zobaczyć orki, zanim stąd wyjadę. Wierzę, że będę mogła się wtedy pochwalić ładniejszymi zdjęciami, ale to wszystko będzie zależało od szczęścia oraz pogody. :)

IMG_1665

Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *