Zero stopni w parku

Ostatnio opowiedziałam o moim zwiedzaniu londyńskich muzeów. Dziś czas na opowieść o dalszej części wycieczki po Londynie – tej znacznie bardziej aktywnej, mniej zaplanowanej i, jak się okazało, o wiele ciekawszej.

DSC_0334

Zaczęłam od Big Bena, gdzie dojechałam metrem (nie żeby było aż tak daleko, ale zależało mi na czasie). Byłam tam już nie raz, ale nigdy wcześniej nie uwieczniłam tego na fotografii. Jak zawsze było dość tłoczno, bo każdy turysta musi przecież mieć zdjęcie z wieżą… Ale czy naprawdę tak wygodnie robi się je iPadem? ;) W końcu, pomimo tłumów miłośników selfie, udało mi się znaleźć miejsce, w którym nikt nie “wlazł mi w kadr”… a w zasadzie mojemu fotografowi, bo ja mam za krótkie ręce na selfie, a ze stickiem nie wpuściliby mnie do samolotu ;). Czytaj dalej →

Share